Paria

Opera w 3 aktach z prologiem

LIBRETTO: Jan Chęciński wg Casimira Delavigne’a
PRAPREMIERA: Warszawa, Teatr Wielki, 11 XII 1869

Idamor: Daniel Filleborn, tenor;
Ratef: Emilian Suszyński, tenor (baryton);
Akebar: Józef Prohazka (Leon Borkowski), bas;
Neala: Bronisława Dowiakowska, sopran;
Dżares: Jan Koehler (Adam Ziółkowski), baryton;
Mirra: mezzosopran

TREŚĆ. Prolog. Jesteśmy w świętym gaju nieopodal Benares, w pobliżu posągu Brahmy. Młody wódz Idamor zwierza się przyjacielowi Ratefowi z występnej miłości, jaką darzy Nealę, córkę arcykapłana Akebara. Ich rozmowę przerywa nagły zgiełk: to tłum ściga pariasa, który odważył się skalać świętą ziemię (chór: Chwytać go, chwytać go!). Idamor staje w obronie nieszczęśnika, dowiedziawszy się jednak, z kim ma do czynienia, sam zwraca się przeciwko niemu, choć już po chwili, w samotności, czyni sobie straszne wyrzuty: przecież sam jest pariasem, który porzucił ojcowski dom, chcąc uciec przed swą kondycją (Paria! – Jemu słońce żałuje swych promieni).

Akt I. Pierwszy obraz. Neala i chór braminek sławią wschód słońca (Spod gwiaździstej opończy). Nealę dręczy sumienie, pogwałciła bowiem swe śluby, oddając serce mężczyźnie (Czystego ducha – I już to jestem pierwszą wśród kapłanek). Pojawia się Idamor, kochankowie ponawiają przysięgi (duet: Kochany, przy tobie tak błogo). Drugi obraz. Jesteśmy w świątyni Kali (chór: O, Surja wspaniały), gdzie Akebar zebrał kastę kapłańską, by ją ostrzec przed niebezpieczeństwem: Idamor wygrał wojnę, teraz zaś, silny poparciem ludu, chciałby pozbawić kapłanów ich władzy. Podczas gdy ojciec przysięga bronić swej kasty, zapewniając, że posiadł w tej mierze broń niezawodną, Neala drży o bezpieczeństwo ukochanego. W świątyni, na we-zwanie Akebara, staje Idamor, groźba okazuje się jednak błogosławieństwem, arcykapłan bowiem oznajmia, ku powszechnej radości, że oddaje Nealę za żonę zwycięskiemu wodzowi.

Akt II. Oddając mu córkę, Akebar zwrócił się do Idamora słowami „mój synu”, które palą teraz młodego wodza jak rozżarzone żelazo. Czyżby miał się wyprzeć ojca, nieszczęsnego pariasa Dżaresa? Widok szczęśliwej Neali budzi ze zdwojoną siłą straszne wyrzuty sumienia (duet: Czy cię kocham, pytasz mnie?), Idamor rzuca się zatem do stóp ukochanej, wyznając jej swą nędzną kondycję. Zrozpaczona Neala ulega błaganiom Idamora (Idź za uczuć świętym głosem), nie może tylko ukryć smutku przed siostrami opiewającymi jej szczęśliwy los (chór: Nealo! Nealo!). W samotności przysięga wszakże, iż podzieli z Idamorem nawet najstraszniejszy los (Paria! On Paria! – Snują się z dala groźne widziadła). Ratef przynosi tymczasem wieść o przybyciu do miasta dziwnego starca, dopytującego się o Idamora. To sędziwy Dżares (Znam gród wspaniały). Biorąc go za pobożnego pielgrzyma, Neala zaprasza starca do świętych grobów, on jednak oznajmia, że szuka tajemniczego „skarbu”, który zna tylko jeden człowiek, wódz armii (Z rozpaczy szałem). Neala podejrzewa, że ma do czynienia z szaleńcem, posyła jednak po Idamora. Ojciec i syn rozpoznają się niezwłocznie (duet: Bez wsparcia, bez opieki). Gdy Dżares próbuje nakłonić syna, by powrócił do rodzinnych stron, Idamor wyznaje mu swą miłość do Neali, na co ojciec wybucha gniewem i rozpaczą, chwyta swój żebraczy kostur i próbuje odejść. Zrozpaczony Idamor nie wie, co począć.

Akt III. Przed ołtarzem boga Polejara tłum czeka na ślubny obrządek (chór: Już ołtarz gotów). Akebar wprowadza Idamora, w tłumie pojawia się jednak Dżares, wzywając wyrodnego syna, gdy zaś zebrani okazują mu współczucie, oszalały z bólu starzec wyznaje, że jest pariasem. Akebar rozkazuje, by go natychmiast uśmiercić, wówczas jednak Idamor staje w obronie ojca. Dżares, chcąc ratować syna, zarzuca mu kłamstwo, dla Idamora jednak skończył się czas obłudy: wyznaje wszystko (Tak, ja jestem Paria), przypominając braminom i ludowi, kto ich ocalił przed wrogiem. Akebar pozostaje jednak głuchy na te słowa, zabijając winnego. Ratef i lud opłakują jego los (chór: Pożegnaj, pożegnaj święte gaje). Pojawia się Neala, oznajmiając nieszczęsnemu Dżaresowi, że ma jeszcze jedno dziecko – córkę (Pójdź biedny starcze). Osłupiały Akebar powstrzymuje tłum przed zamordowaniem obojga, skazując ich na wygnanie, podczas gdy wierni przeklinają pariasa i wyrodną córkę arcykapłana.

HISTORIA. Casimir Delavigne (1793-1843), kolega szkolny Scribe’a, zyskał równie nagłą co ulotną sławę w okresie Restauracji, odnosząc triumfy takimi sztukami, jak Nieszpory sycylijskie (1819), sążnista tragedia w 5 aktach wierszem, którą Scribe przerobi po latach dla Verdiego (1855), czy właśnie Paria (1821), gdy zaś w drugiej połowie lat 20. jego gwiazda przybladła, przyłożył rękę do kilku sławnych librett operowych (Niemowa z Portici, 1828; Fra Diavolo, 1830; Robert Diabeł, 1831). W pamięci Polaków zapisał się nade wszystko… Warszawianką z 1831 roku, z muzyką Kurpińskiego (w przekładzie Karola Sienkiewicza, bardzo swobodnie traktującym francuski rytm i frazę – i może dlatego lepszym od oryginału…). Moniuszko poznał tragedię Paria we wczesnej młodości i krążył wokół niej przez wiele lat, pierwszy poważniejszy zamysł podejmując już pod koniec lat 50.; liczył na podbicie tym „uniwersalnym” tematem europejskiego rynku operowego. Do pracy nad librettem Chęcińskiego siadł jednak dopiero po premierze Strasznego dworu, kończąc utwór w roku 1869. Niestety, Paria (z nieznanych przyczyn tytuł ten traktuje się w wielu źródłach w rodzaju… żeńskim), nie wzbudził takiego zachwytu jak poprzednie dzieło; widzów nie zainteresował, a krytyka chwaliła warsztat kompozytorski Moniuszki, z trudem kryjąc brak entuzjazmu. „Kurier Warszawski” pisał, że „wykonanie opery przez pierwsze głosy było bardzo staranne i pracowite; artyści z całej duszy starali się o należyte przedstawienie wobec słuchaczy”. Władysław Wiślicki przyznawał w „Kłosach”, że „zachwycić się owym utworem trudno, podziwiać go jednak można”. Komplementy te jednak nie wystarczyły, by opera utrzymała się na afiszu: po 6 zaledwie przedstawieniach została zdjęta, po czym przez pół wieku nikt jej więcej nie wystawił. Nie lepiej powiodło się jej w czasie warszawskiego wznowienia w roku 1917 (dyr. Julian Hirszfeld), a jej losy powojenne przed-stawiają się nieszczególnie (Wrocław 1951, Poznań 1958, Poznań 1969, Gdańsk 1972, Warszawa 1980, Łódź 1992, Szczecin 2005).

(Piotr Kamiński, Tysiąc i jedna opera, Kraków 2008)

Poczytaj więcej