Hrabina

Opera w 3 aktach

LIBRETTO: Włodzimierz Wolski wg Józefa Dzierzkowskiego
PRAPREMIERA: Warszawa, Teatr Wielki, 7 II 1860

Hrabina: Paulina Rivoli, sopran;
Bronia: Józefa Chodowiecka, sopran;
Ewa: Bronisława Dowiakowska, sopran;
Kazimierz: Mieczysław Kamiński, tenor;
Chorąży: Wilhelm Troszel, bas;
Podczaszyc: Alojzy Żółkowski, baryton;
Dzidzi: Leopold Matuszyński, tenor

TREŚĆ. Akt I. Jesteśmy w XIX-wiecznej Warszawie, w rezydencji młodej i eleganckiej „wesołej wdówki” Hrabiny. W jej salonach szykuje się wielki bal (chór: Gust pański, świetny, nowy), z udziałem „samej pani de Vauban”, o czym zajadle plotkują Podczaszyc, podstarzały krewny gospodyni, oraz jego siostrzeniec, dandys Dzidzi (duet: Wujciu drogi). Obaj mają zresztą zamiary matrymonialne, Dzidzi zaleca się bowiem do Hrabiny, Podczaszyc zaś – do jej protegowanej i dalekiej krewnej, młodej Broni, wnuczki Chorążego. Stary wiarus kpi sobie bezlitośnie z tych planów, zwłaszcza że Podczaszyc oznajmia, iż na balu wystąpi w stroju Neptuna (dwuśpiew: Neptun, kostium i trykoty). Bronia nie czuje się najlepiej w eleganckich salonach, z czego zwierza się melancholijnie dziadkowi (O mój dziaduniu, w blasku całym). Co gorsza, zadurzyła się w młodym Kazimierzu, który wodzi wzrokiem za Hrabiną, na Bronię nie zwracając najmniejszej uwagi. Chorąży radzi Kazimierzowi, by sobie wybił z głowy te amory, pociechy szukając w polowaniu (Pomnę, ojciec waścin gadał), Kazimierz zaś wielce jest przejęty faktem, że wszyscy wiedzą o jego uczuciach (Więc mi już każdy wyczyta z lica – Od twojej woli). Hrabina patrzy nań wprawdzie z tkliwością (I desperuje, i wątpi znów), razi ją wszakże u młodziana brak salonowej ogłady. Tymczasem zaś nie szczędzi wysiłków, by bal wypadł wspaniale, gwoździem wieczoru będzie zaś jej wspaniała suknia, strój bogini Diany. A otóż i Dzidzi z wieścią, na którą wszyscy czekali: krawcy ukończyli swoje „marzenie z tiulu i z gazy”, bajeczną suknię witaną w zachwycie. W zamieszaniu nikt nie zwrócił uwagi na Podczaszyca i jego trykoty Neptuna…

Akt II. Nadszedł dzień balu (chór: Jak sen, co radość w marzeniu dawał); Kazimierz występuje przebrany za husarza w zbroi, Dzidzi jako Akteon z łukiem. Odziana w swą niebywałą kreację Hrabina składa pierwszy hołd własnej sukni (Suknio, coś mnie tak ubrała). Tymczasem na balowej sali zaczyna się przewidziane z tej okazji przedstawienie Zefir goni Florę; przyjaciółka Hrabiny, pani Ewa, śpiewa arię włoską (Perchè belli labbri), po czym na wielkim rydwanie, otoczony mitologicznym zwierzyńcem, wjeżdża Podczaszyc w roli Neptuna (chór: Cześć Neptunowi). Goście usłyszą jednak także coś odmiennego, w zastępstwie chorej Kasztelanki Bronię poproszono o jedną z jej piosenek (Szemrze strumyk pod jaworem). Ta nagła zmiana stylu i tonu budzi wzruszenie u jednych, wzgardliwą obojętność u drugich. Wszyscy tańczą kotyliona, co daje Podczaszycowi okazję umizgać się do Broni, gdy nagle służba ogłasza przybycie pani de Vauban (finał: Już coraz bliżej). Kazimierz chwyta pod ramię Hrabinę, wiodąc ją na spotkanie arystokratki – w pośpiechu jednak niezręczny młodzieniec zaczepił ostrogą o suknię swej bogdanki, rozdzierając tiulowy cud! Za karę zostaje bezlitośnie odprawiony (Ach, na nic bal!), Dzidzi zaś rączki zaciera.

Akt III. Przenosimy się do dworku Chorążego; jego intymny nastrój odmalowuje wspaniały polonez wiolonczelowy. Wiarusa odwiedza Podczaszyc, którego niechętny Chorąży podejrzewa o zamiary wobec Broni. Tymczasem pojawiają się myśliwi, śpiewając znaną pieśń (Pojedziemy na łów), wtóruje im Podczaszyc (Aż tu leci sarna, sarna), podczas gdy Bronia tęskni za Kazimierzem, co pojechał „daleko na wojnę” – zapewne z legionami Napoleona (Gdy mi kto z boku wspomni Kaźmierza). Okazuje się wszelako, że Podczaszyc zarzucił miłosne mrzonki, przybył tu zaś w nadziei zbliżenia Kazimierza i Broni. Tymczasem Hrabina opamiętała się po balowym skandalu, dowiedziawszy się zaś o rychłym powrocie młodzieńca, także zjechała do dworku Chorążego, by załagodzić dawny spór (Szef mój zaręczył – On tu przybywa). Dzidzi nie odstępuje jej na krok, dbając o swe interesy (Po co się to myśl natęża), w czym umacnia go przekonanie, że Hrabinie już się „wolność naprzykrzyła – trzeba męża, gwałtem męża!” Kazimierz powraca istotnie (Rodzinna wioska już się uśmiecha – Nieraz pośród zgiełku bitwy), jest już jednak innym człowiekiem i nie Hrabina robi na nim wrażenie, lecz Bronia, zwłaszcza że pod jego nie-obecność dobra dziewczyna opiekowała się jego chorą matką. Bronia sądzi jednak, że jednoczesny przyjazd Kazimierza i Hrabiny oznacza kres jej marzeń, zachowując się wobec młodego żołnierza z pełną godności rezerwą, którą ten bierze za obojętność (kwartet: Patrz no, Broniu). Powrót myśliwych wprowadza weselszą atmosferę (Kazimierz z chórem: Czy kot, czyli wilk). Nieporozumienie rozwieje dopiero Podczaszyc, który oświadcza się wreszcie – lecz nie w swoim imieniu, ale Kazimierza. Hrabina zreflektowała się zbyt późno (Zbudzić się z ułudnych snów). Chcąc uniknąć gorszych upokorzeń, pośpiesznie wsiada do swej kolasy, za nią śpieszy zaś zachwycony obrotem sprawy Dzidzi. Wszyscy śpiewają na cześć młodej pary (Przyszłych państwa młodych zdrowie).

HISTORIA. W roku 1859 Moniuszko pracował jednocześnie nad trzema operami: zarzuconą Rokiczaną, Parią (utwór ukończy i wystawi dopiero po 10 latach) oraz Hrabiną, ostatnim dziełem napisanym we współpracy z Włodzimierzem Wolskim. Nosiło ono pierwotnie tytuł Hrabina Dyanna – ostatecznie jednak bohaterka została postacią anonimową. Interwencje cenzury złagodziły satyryczne ostrze tekstu, godzące w polską arystokrację szukającą pociechy w „cudzoziemczyźnie”. Opera odniosła wielki sukces na premierze: 8 II „Gazeta Warszawska” pisała, że „Hrabina przyjęta została z zapałem prawie większym niż Halka. Moniuszko pięć minut musiał się jeszcze kłaniać przy pulpicie”, po czym autor recenzji zachwyca się szczególnie wiolonczelowym polonezem („jest to odrębne orkiestrowe arcydzieło”), ubolewając nad tym, że pomimo szalonego aplauzu Moniuszko nie zgodził się bisować („zdaje się nam, że tej przegrywki dyrektor nie uniknie”). Opera nigdy nie opuściła repertuaru narodowego, powracając na afisz rzadziej niż Halka czy Straszny dwór, lecz regularnie. W sezonie 1898/99 wznowiono ją triumfalnie pod dyrekcją Emila Młynarskiego w nowych dekoracjach (reż. Józef Chodakowski, obsada bajeczna: Salomea Kruszelnicka – Hrabina, Janina Korolewicz – Bronia, Maria Skulska – Ewa, Stanisław Sienkiewicz – Kazimierz, Chodakowski – Chorąży, Mikołaj Lewicki – Dzidzi, Mieczysław Frenkiel – Podczaszyc). Młynarski przywrócił ją teatrowi w sezonie 1919/20, wznowił w roku 1927, żegnając się z publicznością właśnie Hrabiną w roku 1929. Gdy dziesięć lat później, po latach kryzysu finansowego i artystycznego, powołano spółkę akcyjną Teatry Warszawskie, a dyrekcję Teatru Wielkiego objął Adam Didur, nowy sezon otworzyć miała 15 X 1939 Hrabina w reżyserii Leona Schillera, który w sierpniu zaczął próby… Opera cieszyła się bowiem wówczas statusem „patriotycznym”, utraconym później na rzecz dwóch arcydzieł Moniuszki: we Lwowie grano ją 11 XI 1929 w rocznicę odzyskania niepodległości, a 22 XI w rocznicę wyzwolenia miasta. Pierwsze inscenizacje powojenne odbyły się w Krakowie (1945) i Poznaniu (1946, wzn. 1953, 1957), po czym Leon Schiller spełnił swe dawne obietnice, wystawiając utwór w Warszawie (1951; dyr. Mieczysław Mierzejewski, Ewa Bandrowska-Turska – Hrabina). Trzykrotnie wystawia-na odtąd w Warszawie (1960, 1969, 1982 – reż. Maria Fołtyn, wzn. 1986), opera miała tuzin innych inscenizacji w teatrach polskich.

(Piotr Kamiński, Tysiąc i jedna opera, Kraków 2008)

Poczytaj więcej